
Kongres Kobiet
Moja przygoda z Kongresem Kobiet zaczęła się wiosną 2009 roku - trochę przypadkiem i w dużej mierze za sprawą Magdy Środy. To ona wprowadziła mnie do środowiska, z którym nic mnie praktycznie nie łączyło, oprócz przekonania, że rola i znaczenie kobiet w polskim życiu publicznym i na rynku pracy są niewspółmiernie małe do ich wkładu.
Z początku patrzyłyśmy na siebie nieco podejrzliwie – z jednej strony one, żarliwe feministki, z drugiej ja – twarda kobieta biznesu. I ja, i one myślałyśmy stereotypami, bo – jak się okazało – ani one takie znowu radykałki, ani ja taka zimna, jak nas malują. Na jednym ze spotkań padł pomysł zorganizowania kongresu. Potem poszło już piorunem. W ciągu trzech miesięcy ad hoc skrzyknięta grupa ochotniczek, z organizacyjną pomocą PKPP Lewiatan, przygotowała I Kongres Kobiet. Przy jakiejś okazji powiedziałam, że gdybym z tymi ludźmi zabrała się za budowę autostrad w Polsce, już dawno byśmy je mieli. I dziś to z całą mocą podtrzymuję.
Pamiętam jednak, jak w przeddzień zjazdu wybrałam się do Sali Kongresowej. Gdy rozglądałam się po pustych korytarzach i tysiącach pustych foteli poczułam suchość w gardle: co będzie, jak to wszystko skończy się klapą? Czy to możliwe, byśmy zdołały zapełnić największą salę widowiskową w Polsce? Czy te wszystkie kobiety, które się zarejestrowały, rzeczywiście przyjadą? Nie czułam się zbyt pewnie. Dopiero, gdy następnego dnia podjeżdżałam do Pałacu Kultury, kamień spadł mi z serca – z dworca, z przystanków autobusowych, z parkingu do Kongresowej sunęły rzesze kobiet. Przy wszystkich różnicach, jakie między nami istnieją – politycznych, światopoglądowych, ideologicznych, materialnych, społecznych, zawodowych - okazało się, że łączy nas chęć działania i porozumienia na rzecz realizacji wspólnych celów.
Na I Kongres przyjechało ponad cztery tysiące kobiet i nie wyobrażały sobie, że nie zrobimy drugiego za rok. Więc zrobiłyśmy. Na drugim zobowiązały nas do organizacji trzeciego. Więc robimy. Aż strach pomyśleć, że gdyby nie moja przyjaciółka, to wszystko by mnie ominęło.





To nie jest zwykła książka. To porywająca historia kobiety, która spełniała swoje marzenia walcząc z losem, akcentem, uprzedzeniami do cudzoziemców i obowiązującym stereotypem kobiety.
...więcej









